Zdrada Tyrlaana



Kroniki Kaeru Varenna (fragmenty)

17 Raquas 1042 TH – Przybycie nieznajomego

Dziś u progu naszych niedokończonych jeszcze wrót stanął dostojny elf imieniem Tyrlaan. Opowiedział historię tak straszliwą, że aż ścięła krew w naszych żyłach: przybywa z pobliskiego Carell, które padło ofiarą ataku Horrorów, nim budowniczowie zdążyli zapieczętować cytadelę. Twierdzi, że jest jedynym ocalałym z tamtej rzezi. Choć wielu naszych instynktownie nie ufa obcym, nie możemy pozwolić mu odejść. Magowie z Parlainth i Throalu, którzy ryli runy ochronne na murach naszego kareu, dawno już powrócili do swoich domów, zabierając ze sobą wiedzę niezbędną do przetrwania Długiej Nocy. W Varennie nie ma nieomal żadnych adeptów, nie licząc Keorxy, naszej Zbrojmistrzyni, i podstarzałego Łucznika, Dereka – Tyrlaan włada zaś potężną magią. Przyjęliśmy go z nadzieją, że jego talenty staną się naszą tarczą w nadchodzących czasach mroku.

 

21 Veltom 1194 TH – Cień wewnątrz murów

Długa Noc trwa już od przeszło stu pięćdziesięciu lat i choć przez tyle czasu żyliśmy bezpieczni, zdaje się, że jej mrok w końcu znalazł drogę do wnętrza naszego kaeru. Nawet światło kryształów świetlnych zdaje mi się przytłumione. Mieszkańcy naszej podziemnej osady coraz częściej rzucają się sobie do gardeł, coraz częściej oskarżają się nawzajem o zdradę. Tyrlaan całymi dniami nie opuszcza swych komnat, rzekomo prowadząc badania nad naturą naszych wrogów, by znaleźć sposób na ich pokonanie. A w tym czasie korytarze Varenny spływają krwią Dawców Imion ginących w bratobójczych walkach: sąsiad zwraca się przeciwko sąsiadowi, dzieci przeciw własnym rodzicom. Zaczynamy rozumieć, że kaer padł ofiarą Horrora. Czy nasi przodkowie nie popełnili błędu, z taką ufnością przyjmując do wspólnoty tego elfiego przybłędę?

 

3 Doddul 1197 TH – Ostatnia godzina

Stało się. Odkryliśmy przerażającą prawdę o naszym „gościu”. Tyrlaan nie tylko przetrwał zagładę Carell – to on do niej doprowadził, wydając dusze swoich ziomków na pożarcie potworom. Teraz zrobił to samo z nami. Nie wiem w zamian za obietnicę jakiej plugawej mocy i wiedzy, ale ofiarował nasze życia potężnemu Horrorowi, którego znamię tak długo przed nami ukrywał. Tego ranka Rada Kaeru podjęła decyzję o zgładzeniu zdrajcy, by przerwać mroczny wpływ bestii, lecz okazało się, że jest już za późno. Gdy tylko zbliżyliśmy się do jego komnat, Tyrlaan przywołał Horrora w jego fizycznej postaci. Przybiegłem tu, by dać świadectwo tego, co nas spotkało. Gdy piszę te słowa słyszę krzyki na dolnych poziomach... potwór właśnie szlachtuje moich przyjaciół i bliskich, a ten przeklęty elf ogląda naszą zagładę niczym ucieszne widowisko. Śmiejąc się obłąkańczo wykrzyknął, że zgładzi bestię tak, jak nam obiecał, ale dopiero wówczas, gdy ta rozprawi się z nami, a on zostanie jedynym panem tego cmentarzyska… Kimkolwiek jesteś, jeśli odczytasz te słowa, nie pozwól, by zbrodnie Tyrlaana uszły sprawiedliwości.

Niech Mynbruje ma nasze dusze w opiece…

 

Zapiski Tyrlaana

(fragmenty; lektura całości: + 1 Wiedza o Horrorach)

Vrexil

Wstąpiłem na ścieżkę, z której nie ma już powrotu… i nie żałuję tego kroku. Okoliczne tereny od kilkunastu miesięcy przemierzał Horror zwany Vrexilem. Śledziłem jego zbrodnie, uczyłem się taktyki działania, zbierałem wszelkie, choćby najbardziej skąpe informacje o mocach, którymi dysponował. W końcu – nie mając całkowitej pewności, czy to jego prawdziwe Imię – postanowiłem go przyznać. Ryzyko opłaciło się: astralna bestia zjawiła się w runicznym kręgu, spętana mocą krwi, którą poświęciłem. Negocjacje były długie, ale wreszcie zgodził się ofiarować mi bezcenną wiedzę, w zamian za życia mieszkańców Carell. Z całą pewnością sądził, że pożre mą duszę, gdy tylko skończy pochłaniać esencję pozostałych. Głupiec! Gdy on zabawiał się łowami, ja przygotowywałem się na jego powrót. Kiedy w końcu przybył, syty i czerwony od krwi moich ziomków, obróciłem przeciwko niemu jego własną moc, zdzierając z niego skórę. Wraz z jego śmiercią uwolniłem się od znamienia i ponownie stałem panem własnego losu.

 

Malachor

Ci prostoduszni kmiecie dali mi najlepsze komnaty w swoim kaerze i pozwolili stworzyć laboratorium. Nawet hodowali zioła, które były mi niezbędne do alchemicznych eksperymentów. Gdyby tylko wiedzieli, nad czym pracuję… Wreszcie, pośród mroków Długiej Nocy, udało mi się odnaleźć byt jeszcze potężniejszy, Malachora. Przez sto lat udawałem pokornego sługę, karmiąc go zawiścią i gniewem wzbierającymi w sercach Varennian. Nauczył mnie, jak tworzyć nieumarłe sługi, a także zdradził sekrety zaklęcia Przemiana życia. Kiedy starszyzna wreszcie domyśliła się, w jaką grę tu gram, wezwałem go do świata fizycznego, by dokonał ostatecznej masakry mieszkańców kaeru. I raz jeszcze, gdy Horror zajęty był rzezią, obróciłem jego moce przeciwko niemu samemu. Jego znamię nie naznacza już dłużej mego wzorca. Teraz przede mną dziesięciolecia, może nawet stulecia dalszych badań. Materiału do tworzenia żywotrupów mam pod dostatkiem. Szkoda jednak, że ostatecznie nikt nie ocalał – do Przemiany życia potrzebuję nieco bardziej rumianych osobników.

 

Kirkadiusz

Moje oczy spoglądają teraz ku południowym krańcom Gór Kaukawskich, gdzie w mrocznych zakolach rzeki ukrywa się Kirkadiusz. Ten skrzydlaty cień, po doprowadzeniu do upadku Kaeru Szpon, stał się niemal niemożliwy do wytropienia – potrafi bowiem z taką gracją przenikać do przestrzeni astralnej, że umyka nawet najbardziej wprawnym zmysłom. Fascynuje mnie jednak nie jego ulotność, lecz unikalna zdolność przejmowania ciał i łączenia swej plugawej jaźni z astralną formą Dawcy Imion. Gdybym zdołał zgłębić mechanizm tej jedności, moja kontrola nad innymi stałaby się absolutna i niemożliwa do przerwania. Cierpliwie czekam na moment, w którym Kirkadiusz pożywi się cierpieniem kolejnego wpływowego adepta – wtedy uderzę, by uczynić jego sekrety moimi.

 

Duaga

Horror z Gór Scytyjskich, zwany Duagą, to w moich oczach jedynie bezmyślny brutal, który rani i pali, żywiąc się najprostszymi, fizycznymi formami cierpienia Dawców Imion. Jest zbyt prymitywny, bym mógł nauczyć się od niego jakichkolwiek wyrafinowanych zaklęć, a próba dysputy z tak tępym umysłem byłaby jedynie stratą mego bezcennego czasu. Jednak Duaga posiada jedną moc, która budzi mój szczery podziw: sztukę formowania pajęczych konstruktów. Te arachnoidalne twory poruszają się z przerażającą precyzją, siejąc popłoch skuteczniej niż zastępy moich żywotrupów. Muszę poddać te konstrukty wiwekcji. Chcę wiedzieć, jak przemieniać istoty żywe w tak inteligentne drapieżniki, zdolne nie tylko do brutalnej walki, ale także planowania, podstępu, przyczajenia się.

 

Próbuję zlokalizować leże Duagi, ale jest to o trudniejsze niż myślałem – przydałby się jakiś jego przedmiot wzorca. Na razie udało mi się ustalić, że wykorzystuje kopalnie wymarłego królestwa Scytia. Krasnoludy jednak wydobywały rozmaite surowce, a pozostawione przez nie sztolnie dziurawią całe zachodnie pasmo Gór Scytyjskich – nie wiem, w której z nich urządził się Horror.

 

Knan’morth

Na pograniczu Dżungli Północnej natknąłem się na istotę, która jest żywym dowodem słuszności moich badań – zwie się Knan’morth. To potworna krzyżówka o torsie czterorękiego trolla i opancerzonym ciele grzmotorożca, która pomimo swej kolosalnej masy porusza się z nadnaturalną prędkością. Wielu uważa go za Horrora, ale podejrzewam, że ta bestia nie zrodziła się w żadnym z astralnych ksenoświatów, lecz jest efektem kunsztownej magii – potężnym konstruktem stworzonym z Dawcy Imion. Fakt, że włada również mocami adeptów, napawa mnie dreszczem ekscytacji. Jeśli zdołam pojąć, jak zachować talenty ofiary w jej nowym, potwornym ciele, moje eksperymenty nad Przemianą życia ustanowią nową epokę w dziejach ksenomancji.

 

Wygląda na to, że Knan’morth wyruszył polować gdzieś dalej na północ. Orkowi nomadzi, z których martwych rąk zdołałem wyrwać te wspaniałe, magiczne sztylety, widzieli go gdzieś między Krwawą Puszczą a Wielkimi Kataraktami. Doświadczenie śmierci to takie proste, a jednocześnie wspaniałe zaklęcie – nawet trupy nie zdołają ukryć przede mną swych tajemnic.

 

Wielki Łowca

Wszystkie moje dotychczasowe osiągnięcia zbladły w chwili, gdy odnalazłem istotę, przy której wszystkie inne są jedynie nędznymi imitacjami i cieniami cieniów. Verjigorm, Łowca Wielkich Smoków. Jego potęga jest tak bezwzględnie plugawa i tak absolutna, iż poczułem autentyczny zachwyt, stojąc w jej cieniu. To jedyny byt godny mej służby. Przyjąłem jego znamię z dumą, a nasz pakt został przypieczętowany krwią: będę jego oczami i rękami pośród Dawców Imion, tropiąc dla niego smocze lęgi Barsawii. W zamian Verjigorm obdarzył mnie mocami wykraczającymi poza granice wyobraźni, czyniąc mnie swoim najwyższym agentem. Od dziś nie szukam już wiedzy – ja ją uosabiam, krocząc śladem Wielkiego Łowcy ku zagładzie dawnego świata.

 

Obsydianowy posążek smoka, który zdobyłem, okazał się być przedmiotem wzorca Lodoskrzydłego. Dzięki badaniu jego wzorca i wsparciu duchów udało mi się zlokalizować komnatę lęgową tego Wielkiego Smoka. Zadanie, które mnie czeka, jest bardziej niebezpieczne, niż walka z Malachorem, ale przy odrobinie sprytu powinno udać się wykraść jaja bez zwrócenia uwagi strażników.

 

Nie tylko zdobyłem siedem jaj Lodoskrzydłego, ale na dodatek zniewoliłem trzy jego smokowce! Mój Pan będzie ze mnie dumny. Czekają mnie teraz długie tygodnie pracy, ale wiem, że jestem w stanie przekształcić ich wzorce w taki sposób, aby zaczęły słuchać moich rozkazów. Trudniejszym zadaniem będzie takie wypaczenie zarodków, aby po wykluciu smoki były wierne Verjigormowi.

 

Mój Pan zaczął przmawiać do mnie w snach. Przemiana wzorca jaja to tylko pierwszy etap. Gdy smoczątka się wyklują, będę musiał umieścić je w specjalnych kokonach. Smoki polujące dla Wielkiego Łowcy – cóż za wyrafinowana podłość!

 

Komentarze

Popularne posty